czwartek, 1 lutego 2018

Rozdział trzeci


Pan Grodzki wyszedł bardzo wcześnie, gdy cały dom pogrążony był jeszcze we śnie. Dzień zapowiadał się piękny. Słońce, dopiero budziło się ze snu, zsyłając cudowne promienie. Ogród, przez który szedł ojciec Niny, okryty był perlistą rosą. Od czasu do czasu wybudzony ze snu skowronek, wzbijał się w górę i śpiewał piękną melodię. Grodzki zamyślił się głęboko i przystanął pod kasztanem. Na wysokości ramienia widział wycięty scyzorykiem napis - "TYŚ MOJA"

- Jak to? Napis, zrobił ten, który wydziera mi ukochane dziecko?! Grodzki, człowiek ambitny, wyobrażał sobie Mariusza, jako człowieka o niskiej kulturze. Zdenerwował się bardzo i szedł szybko mijając kolejne ulice. Wreszcie zniknął na jednym z podwórek. Zatrzymał się dopiero pod drzwiami z wizytówką J.K. Olepinkowie. Zadzwonił, ale nikt nie otwierał, czekał więc jeszcze parę minut. W tym czasie zwrócił uwagę na młodego człowieka, który nerwowo otwierał drzwi od komórki i wyprowadzał rower. Drugi, stojący obok młodzieniec coś mu pokazywał i tłumaczył. Nagle do uszu Grodzkiego dotarły słowa:
- Zbyszek, pojadę na twoim rowerze, a Nina na moim, jest nowy.

Naraz fala krwi uderzyła Grodzkiemu do głowy lecz z niepokojem słuchał dalej.
- Widzisz - mówił szczupły, bardzo przystojny mężczyzna. - Chcieliśmy się wybrać nad rzekę, ale lepiej będzie jak pojedziemy nad jezioro. Tam jest przyjemniej i spokojniej - powiedział Mariusz.

Grodzki ponownie nacisnął dzwonek i drzwi uchyliły się, ukazał się w nich lekko łysawy mężczyzna.
- Dzień dobry, co ty tak rano? - spytał Olepinek
- Chcę pożyczyć od ciebie motor, bo mój zepsuty - powiedział Grodzki
- Na długo?
- Nie, tylko do jedenastej
- Dobrze

Obaj poszli w stronę komórki. Grodzki spojrzał na młodzieńca ubranego w popielate spodnie i taki sam sweter. Gdybym mógłm, uderzyłbym go - pomyślał nerwowo.

Mariusz mówił: - Wiesz Zbyszek, kocham ją tak, jak żadną inną dotąd dziewczynę. Ona strasznie boi się ojca. Nie wiem, jak dziś wyrwie się z domu?!
Grodzki szybko wsiadł na motor i oddalił się.