wtorek, 14 sierpnia 2018

Rozdział dwudziesty drugi



Jeden z mężczyzn, który był świadkiem tego wypadku, sprowadził karetkę pogotowia i milicję. Niestety, stwierdzono zgon Grodzkich, a lekarz z pogotowia rozpoznał Ninę. Następnego dnia kobieta odzyskała przytomność i widząc tylko Zbyszka przy swoim łóżku, zaczęła pytać o rodziców.
- A gdzie mama? - Zaraz przyjdzie - odpowiedział Zbyszek.
O ojca już nie pytała. - Ja też umrę - mówiła sama do siebie.
- Nino, nie mów tak, mój skarbie, błagam cię - płaczliwym głosem prosił ją Zbyszek.

Na czole Niny pojawiły się kropelki potu, oddech stał się przyspieszony. Przerażony Zbyszek wezwał lekarza. Nina krzyczała jakieś pojedyncze wyrazy, ale najczęściej wymawiała imię Mariusza. Dla Zbyszka był to cios w samo serce. Lekarz stwierdził zbliżający się poród. Czy ona wytrzyma poród, czy zdoła sama urodzić? - Zbyszek pytał w kółko lekarza w drodze na salę porodową. Musiał pożegnać się z żoną, widział tylko napis: WSTĘP WZBRONIONY - BLOK OPERACYJNY.
- Nineczko, wszystko będzie dobrze, jestem cały czas przy tobie, pamiętaj - szeptał do niej Zbyszek.

Ninę zabrali na blok operacyjny, a on cały czas czekał na korytatzu. Dzieliły go od niej tylko drzwi, których nie mógł przekroczyć.