czwartek, 6 września 2018

Rozdział trzydziesty szósty



Mariusz, jutro przyjdziemy i zobaczymy, czy ta pani dalej będzie taka wesoła - powiedziała Nina. Rozejrzeli się dookoła i zobaczyli, że cała gromada dzieci wyszła już z cmentarza. Było cicho i pusto, ale oni nie bali się. Byli nawet weseli, że poznali taką ładna panią, która uśmiecha się do nich.

Od tego dnia wymykali się na cmentarz codziennie. Po paru dniach zauważyli, że po cmentarzu chodzi jakiś ksiądz, od czasu do czasu przystaje i coś czyta. Dzieci wyobrażały sobie, że ta książka musi być bardzo ciekawa, skoro ksiądz ją czyta. Mariusz, jako bardziej rezolutny podszedł do niego i powiedział: - Proszę pana - lecz ksiądz ani drgnął. - Zawołaj głośniej - szepnęła Nina.
Ksiądz, niczym przebudzony z letargu, dostrzegł ich i skierował się w ich stronę. - Co wy tu robicie same na cmentarzu? - zapytał z troską w głosie. Zauważył, że te dzieci nie są z Miłowa. - Czyżby miejscowi nie wiedzieli, jak zwracać się do księdza? - pomyślał ze smutkiem.

Nina jako pierwsza zaczęła zadawać pytania: - Czy to są bajeczki?
- Nie, to jest piękna książeczka o Panu Jezusie i o wszystkim, co jest dobre - odpowiedział ksiądz coraz bardziej zaciekawiony. Dzieci powytrzeszczały oczy i nie wiedziały kompletnie o czym ten pan w czarnej sukni do nich mówi. Zorientował się, że te dzieci nie mają żadnego pojęcia o religii, zaczął więc wypytywać skąd przyjechały.
- My przyjechaliśmy na letnie kolonie - odpowiedział Mariusz.
- A rodzice nie uczą was o Panu Jezusie? - pytał dalej.
- My nie mamy taty ani mamy i dlatego mieszkamy w domu dziecka - już teraz wtrąciła się do rozmowy Nina. - Jechaliśmy takim dużym autobusem.
- A skąd znaleźliście się tutaj? - ksiądz nie przestawał zadawać pytań.
- My przychodzimy tutaj do takiej ładnej pani, która się ciągle do nas uśmiecha - znowu zaczął Mariusz.
- A gdzie jest ta pani?
- Tutaj niedaleko - Nina wskazała rączką to miejsce spotkań.
Ksiądz rozejrzał się, ale nie zobaczył nikogo. Zwócił się więc do dzieci raz jeszcze:
- Kochani, ale ja nie widzę tutaj nikogo.
- Jest, niech pan idzie z nami! - Jakby na komendę krzyknęli oboje. Ksiądz szedł za nimi coraz bardziej zdumiony.
- Kogo mi te dzieci przypominają? - pytał sam siebie. - Mają kogoś oczy i włosy, tylko kogo?!
- O, tutaj! - krzyknęły i pokazały pomnik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz