niedziela, 12 sierpnia 2018

Rozdział dziewiętnasty



Zbyszek i Mariusz rozmawiali ze sobą ponad dwie godziny, a później Mariusz udał się w stronę stacji kolejowej. Jako że miał jeszcze cztery godziny do odjazdu pociągu, wstąpił do kościoła i modlił się długo. Gdy wyszedł, zobaczył piękną bramę cmentarną, coś pchało go, jakaś siła, aby ją przekroczyć. Zresztą ilekroć bywał w nieznanych sobie kościołach, zawsze znalazł czas, aby wejść na tamtejszy cmentarz, tak było i teraz. Nieopodal, zobaczył ławkę pod jednym z kasztanów. Czuł się zmęczony i mimo iż siedziała na niej kobieta, przysiadł się do niej. Kobieta poruszyła się i oderwała wzrok od małej książeczki. Wystraszona spojrzała na intruza, który przeszkadza jej w modlitwie.
- Mariusz - szepnęła cicho, to ty... Spojrzał na nią wystraszony - Nino, Nineczko moja... Przyglądał się jej, nie wierząc własnym oczom! To nie była już ta sama Nina, którą kochał przed laty! Teraz siedziała przed nim piękna, młoda kobieta, a przecież już wtedy wydawała się jemu piękna...

Nina patrzyła na niego, nie mogąc pohamować łez. Nie był to już ten sam Mariusz, który ubierał się w najmodniejsze ciuchy. Teraz siedział przed nią młody, przystojny mężczyzna ubrany w sutannę!
- Mariusz, coś ty zrobił?! - szlochała Nina.
- Ty, nie byłaś dla mnie - musiałem tak postąpić! Ciebie stać na lepszego męża, niż ja! - cicho mówił Mariusz. Dla mnie istaniałaś tylko ty, żadna inna! Zostałem księdzem, o czym dowiesz się od Zbyszka. Wybacz, ale ja nie mogę powiedzieć ci nic więcej.
- Ach Mariusz, skąd się tutaj wziąłeś? - z niedowierzaniem szeptała Nina.
- Przyjechałem odwiedzić Zbyszka - odpowiedział.
- To od niego wiesz, że jest w szpitalu? - dalej dociekała.
- Tak, pisał mi o tym - mówił, starając się nie patrzeć w jej oczy.
- To znaczy, że on o wszystkim wiedział i przez cały czas skrywał prawdę o tobie - mówiła z wyrzutem. Wiedział, że jesteś w seminarium!

Nina patrzyła na Mariusza, jak na obcego sobie człowieka, a przecież jeszcze parę lat temu, kochali się szaleńczą, zwariowana miłością! Gdy nie widzieli się kilka godzin, tęsknili za sobą bardzo! Zawsze było im siebie mało, nie mogli nigdy nacieszyć się sobą, a teraz czuła, że siedzi na przeciwko siebie dwoje obcych sobie ludzi!

- Nino, przepraszam, ale spieszę się na pociąg - dotarły do niej jego słowa. Wybacz mi, może nie powinienem teraz mówić tego, ale byłaś jedyną, którą kochałem i tak już pozostanie! Pocałował ją na pożegnanie i wolno oddalił się w stronę stacji. Nina, stała jak zahipnotyzowana! To nie prawda, to wszystko chyba mi się śni! - Panie Boże, powiedz, że to tylko zły sen i zaraz się obudzę - szlochała Nina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz